Biorę u siebie 450 zł za pełną obsługę na yf i zaczynam mieć wrażenie, że przy obecnych cenach czynnika to jest na granicy sensu.
Nie pytam o konkretne cenniki konkurencji, tylko jak to liczycie, żeby wyszło.
Biorę u siebie 450 zł za pełną obsługę na yf i zaczynam mieć wrażenie, że przy obecnych cenach czynnika to jest na granicy sensu.
Nie pytam o konkretne cenniki konkurencji, tylko jak to liczycie, żeby wyszło.
Rozdziel pozycje. To była najlepsza zmiana w moim cenniku od lat.
Wcześniej miałem jedną cenę za obsługę i przegrywałem na każdym aucie, które przyjechało puste. Teraz mam cenę za robociznę plus czynnik za gram. Klienci przyjmują to bez problemu, bo to jest uczciwe i da się wytłumaczyć w jednym zdaniu.
Drugi efekt, którego się nie spodziewałem: klienci zaczęli pytać, czemu ich auto potrzebuje tak dużo czynnika. I stąd naturalnie wychodzi rozmowa o szukaniu wycieku, czyli o kolejnej usłudze zamiast dolewki.
Do tego jedna rzecz, która zmienia rachunek, a bywa pomijana: czynnik liczysz netto, nie brutto.
Czynnik odzyskany z auta wraca do butli w stacji i idzie do kolejnego napełnienia. Twój realny koszt to różnica między tym, co wprowadzasz, a tym, co odzyskałeś. Przy aucie, które przyjechało z 60 procentami normy, kupujesz efektywnie 40 procent ładunku, nie 100.
Stąd wniosek praktyczny: auta przyjeżdżające puste są dla Ciebie wyraźnie droższe w obsłudze niż te, które tylko trochę straciły. Przy yf, gdzie kilogram kosztuje wielokrotnie więcej, ta różnica robi się poważna. Rozliczanie czynnika za gram, o którym pisze Tomek, dokładnie to adresuje.
Jest tu kalkulator, gdzie można wpisać własne liczby i zobaczyć, gdzie leży próg.
Też przeszedłem na rozliczanie za gram rok temu i nie wrócę. Do tego przestałem mieć poczucie, że dopłacam do najgorszych przypadków.
Czytać może każdy, do pisania potrzebne jest konto. Zakładasz je w kilkanaście sekund.
Załóż konto Mam już konto